Nowa, romantyczna pasja

Często o naszych drogach życiowych decyduje przypadek, tak było również z moją nową fascynacją. Na początku września wybrałam się do Klubu Jeździeckiego Kaja w Cekowie, a pojechałam tam tylko po to - tak mi się przynajmniej wtedy wydawało - aby zobaczyć, jak sobie radzi na treningach moja młodsza kuzynka.

Los chciał, że jeszcze tego samego dnia siedziałam po raz pierwszy na grzbiecie sportowego konia. Już wtedy wiedziałam, że to nie jest ostatni raz, ale nie przypuszczałam, że nowa pasja pochłonie mnie do tego stopnia. Pierwszy mój treningi nie wyglądał zbyt widowiskowo, nie potrafiłam jeszcze wszystkiego pojąć i skoordynować. Bardzo chciałam, żeby już na pierwszych zajęciach wszystko wychodziło mi dobrze, ale, niestety, nie od razu Kraków zbudowano. Musiałam tylko uzbroić się w trochę cierpliwości, a efekty było widać podczas każdej kolejnej wizyty w stadninie. Ponadto dodatkowym plusem był mój charakter - jak coś zaczynam, to tak łatwo się nie poddaję i nie zniechęcam. I tak podczas następnych moich treningów było coraz lepiej i coraz bardziej podobało mi się to, co robiłam, i to, co działo się dookoła mnie. Jako że Klub Jeździecki Kaja specjalizuje się w skokach przez przeszkody, często obserwowałam treningi zawodniczek, które już od lat przygotowują się i startują podczas zawodów właśnie w skokach. Nie minęło zbyt wiele czasu i w mojej głowie pojawiła się myśl, aby w niedalekiej przyszłości również spróbować swych sił w tej dyscyplinie.

Sport wyczynowy wiąże się z ogromnym wysiłkiem, który ma zaprocentować sukcesem. Trudno byłoby mi jednak pokonywać podczas treningów kolejne kilometry i myśleć tylko o tym, aby później na torze regatowym walczyć o miejsca na podium, gdyby nie coś więcej, co kajakarstwo niesie ze sobą. Kontakt z wodą, walka z przeciwnościami - falami i wiatrem, wyzwalają we mnie odwieczne dążenia człowieka do pokonywania przeciwności, jakie nieuniknione są w kontakcie z naturą, a jednocześnie pozwalają ją zrozumieć i szanować. Gdy spojrzałam na świat z wysokości końskiego grzbietu, gdy po raz pierwszy znalazłam się w siodle, doznałam innych, ale równie wspaniałych doznań. Zrozumiałam, że jazda konna to nie tylko sport, ale romantyczny styl życia, dający możliwość obcowania z przyrodą, wspaniała pasja, pozwalająca wyzwolić w człowieku niezapomniane emocje.


Na pewno do tego, że do dziś regularnie pojawiam się na treningach, przyczyniła się znakomita atmosfera w klubie, moja miłość do zwierząt i sportu, ale przede wszystkim bardzo profesjonalne podejście trenera Marcina Początka, który wykazał się ogromną cierpliwością, co owocuje naszą miłą współpracą. Od ponad 30 lat zajmuje się on końmi, sam trenuje do dziś, a od czterech lat przygotowuje do startów kolejnych zawodników. Pan Marcin okazał się osobą o ogromnej pasji, kochającym to, co robi, i widać, że w każdy trening wkłada 100% siebie, natomiast konie to jego życie. Ten profesjonalizm i pasja sprawiają, że wierzę, kiedy mówi o moich widocznych postępach i szansie wystartowania kiedyś na zawodach hippicznych. Osobiście uwielbiam ludzi tego pokroju i jest dla mnie przyjemnością móc znać takie osoby. Myślę, że razem z Trenerem mamy trochę wspólnego, oboje wiemy na przykład, co znaczy mieć ojca-szkoleniowca. Wierzę, że to dopiero początek fajnej przygody.

Jestem zdania że sportowiec nie możne ograniczać się tylko do dyscypliny, którą uprawia, sport to pasja, to całe życie i nie ma znaczenie, czy jest to kajakarstwo, tenis czy jazda konna. Każda nowa przygoda z inną dyscyplina daje mi kolejne doświadczenia, z których mogę wyciągać pozytywne wnioski. Bo tak naprawdę wszystkie dyscypliny mają ze sobą dużo wspólnego. Kogoś może dziwić, co łączy kajakarstwo i jazdę konną. Ja na początku też nie widziałam w nich nic wspólnego. Nie mogę się nazwać znawcą czy specjalistą od jazdy konnej, bo na razie wszystko opieram na moich odczuciach, ale doszłam do wniosków, że w kajakach i w jeździe konnej jest niezbędna przede wszystkim równowaga, czucie to kolejna wspólna rzecz - w kajaku trzeba czuć wodę, a w jeździectwie konia, Ważną sprawą jest też zgranie kilku rzeczy na raz - w kajakach trzeba zgrać razem właściwe tempo wiosłowania, sterowanie łódką z właściwym rozegraniem biegu oraz przekazaniem koleżankom z osady tego, jak przeprowadzić bieg. W jeździe konnej jest tak samo, trzeba przede wszystkim myśleć o właściwym przekazaniu tego, co chcemy zrobić, koniowi. To jest żywa istota i też ma swój rozum, dlatego dla mnie sztuką jest nauczyć się tego do perfekcji. Do tego trzeba myśleć o kolejnych przeszkodach przed nami, pamiętać o prawidłowej pozycji w siodle. Zgranie tych wszystkich rzeczy jest trudne, ale wykonalne. Myślę, że to kwestia czasu, żebym i ja posiadła taką umiejętność. Jak w każdej dyscyplinie najmniejszy szczegół jest ważny.

Myślę, że los chciał, abym trafiła na jazdę konną i właśnie do tego klubu! Dziś mój tata powiedział, że tamten wyjazd w odwiedziny do babci i pierwsza wizyta w stadninie były przypadkiem, a gdyby nie on, nie byłabym teraz pochłonięta przez konie. Odpowiedziałam - "Widocznie tak miało być!"

Z całą szczerością muszę przyznać, że dzięki treningom w Klubie Jeździeckim Kaja zapomniałam o tym, co miało miejsce w sierpniu podczas Igrzysk Olimpijskich. Całkowicie się zrelaksowałam i nabrałam chęci do dalszej rywalizacji, a także poczułam ponownie radość. Bo cóż może być przyjemniejszego od mknięciu przez las na grzbiecie pięknego konia? No tak, już wiem - zmierzanie do mety na kajaku przy zawrotnej prędkości. Dlatego uważam, że nie mogłam lepiej trafić, szczególnie w tak ciężkich dla mnie chwilach. Było to najlepsze, co mogło mnie spotkać po powrocie z Londynu.

Co przeżyję, jest moje i nikt mi tego nie odbierze, to będzie pamiątka na całe życie! Dlatego warto jest być otwartym na nowe rzeczy, nie zamykać się przed możliwościami, jakie daje nam życie, jest przecież tyle ciekawych rzeczy na świecie, które tylko czekają, abyśmy je odkryli i ich spróbowali!
Trwa ładowanie komentarzy...